rozdział II; "Poczęstuj się"
Niewiele
się zmieniło. Nie był typowym ładnym chłopcem, ale był
przystojny i pewny siebie, z tym swoim charakterystycznym błyskiem w
oku i potarganymi ciemnozłotymi włosami. Blada skóra kontrastowała
z dopasowanym, ciemnogranatowym t-shirtem w serek. Miał na sobie
szare dżinsy i czarne trampki, ale w jego wyglądzie było coś
pełnego niezwykłej elegancji, przyciągał wzrok. Nic nie było
jednak dla Laury tak ujmujące, jak jego uśmiech. Lewy kącik,
unoszący się zawsze trochę bardziej niż prawy, dołeczki w
policzkach, zmarszczki wokół oczu pojawiające się pod wpływem
uśmiechu.
Igor
wstał, żeby przedstawić nowe znajome. Powitał kolegę klepnięciem
w ramię, na które Nikodem nie zareagował nawet spojrzeniem w jego
stronę. Bez cienia emocji przyglądał się dziewczynom, a
konkretniej - Laurze.
Nie
widzieli się co najmniej trzy lata, kiedy to poszli do innych szkół
i ich znikomy już wtedy kontakt się urwał. Nie pożegnali się
wcale, ich relacja była neutralna według niego, a wroga według
niej. Ale dziś spojrzeli na siebie zupełnie inaczej. A Laura
zmieniła się dla niego szczególnie. Nikodem miał kilka chwil na
zapamiętanie pierwszego wrażenia: ciemnoczekoladowe włosy z
przedziałkiem na środku, sięgające zaledwie do ramion; blada cera
z małymi, drobnymi piegami na nosie i ogromne oczy z szeregiem
długich rzęs wokół oraz pięknie zarysowanymi brwiami. Jej usta
miały kąciki naturalnie opadające w dół, pełną górną wargę
i trójkątny podbródek. Po tak długim czasie pierwszy raz wydała
mu się ładna. Pamiętał ją jako dziewczynkę z zadartym nosem i
kucykami, zgarbioną i ubraną w różowy dres, a nie w kobiecą,
bawełnianą sukienkę w kolorze granatowym.
- Mamy dziś towarzyszki. To jest
Weronika. – Nikodem podał jej rękę i wymówił swoje imię, po
czym lekko niepewnie odwrócił się w stronę Laury. Igor odezwał
się po raz drugi. - A to jest... - chwila zawahania. Jasne. Nie
pamięta mojego imienia. Laura nie poczuła się nawet zaskoczona,
ale jej wewnętrzny system punktowy odjął Igorowi sporą sumę
punktów sympatii.
- Laura! - Nikodem się
uśmiechnął. - Miło cię znowu widzieć. - Uśmiechnęła się,
zadowolona jego reakcją.
- Mi ciebie też. - odwzajemniła
uścisk dłoni, patrząc proste w te jasne, błyszczące oczy. Kilka
tysięcy myśli przeszło jej w tej chwili przez głowę, ale
wszystkie skupiły się na tym radosnym momencie, w którym obiecała
sobie nie pamiętać o bliznach na dziecięcym serduszku i niechęci
żywionej praktycznie do wczoraj. „Wygląda obłędnie, pamięta
mnie i przyznał się do tego. Jest miły, uśmiechnął się. Chyba
nie liczą się dla niego tamte wydarzenia... Tylko dla mnie nadal
się liczyły”.
- Znacie się już? Super! -
Weronika klasnęła w dłonie, dzwoniąc cieniutkimi, złotymi
bransoletkami.
***
Talerze
po obiecanej szarlotce zabrał kelner, a przy stoliku zapanowała
cisza. Skończyły się banalne tematy krążące wokół wymieniania
informacji na temat swoich szkół, planów na nadchodzące wakacje i
wystroju kawiarni. Była godzina dwudziesta, światła zostały
przyciemnione, a muzyka zmieniła charakter. Starsze małżeństwa
zastąpiły młode pary, przybywające na randki. Atmosfera uległa
zmianie, ale przy stoliku zrobiło się dzięki temu trochę weselej.
- Skoro jest tak przyjemnie, to
co powiecie na jakieś spotkanie w kolejnym tygodniu? - Igor oparł
łokcie o blat stolika z wyczekującą miną i uśmiechem
skierowanym w stronę Weroniki. - Może maraton horrorów w nocy z
piątku na sobotę? - pokazał rząd białych zębów i zaśmiał
się krótko.
- Chyba żartujesz, nie ma mowy.
- Weronika automatycznie zaprzeczyła. - Nienawidzę horrorów. A na
dodatek nie wiem, czy chcę się z tobą gdziekolwiek wybierać, bo
mi dokuczasz. - Pokazała chłopakowi język, na co on parsknął
śmiechem, wziął jej dłoń i zamknął w swoich dwóch, po czym z
miną smutnego chłopczyka zaczął ją przepraszać za
„dokuczanie”. Weronika uniosła brwi, udając oburzenie, po czym
zaśmiała się równocześnie z nim. Laura obserwowała sytuację,
jakby oglądała ją w telewizji, a nie była jej uczestniczką. W
pewnej chwili poczuła na sobie wzrok Nikodema. Nie miała pojęcia,
od jak długiej chwili jej się przyglądał, ale kiedy ich
spojrzenia się spotkały, uniósł tylko jeden kącik ust w typowym
dla niego uśmiechu, po czym cicho odsunął krzesło i wstał,
przerywając rozmowę Igora i Weroniki. Popatrzyli na niego ze
zdziwieniem.
- Czemu wstałeś? - Igor
popatrzył na przyjaciela ze zdziwieniem. Jego wzrok był prawie
karcący, jakby był jego starszym bratem, a nie przyjacielem.
- Idę na papierosa, przy okazji
się przewietrzę. Krótki spacer dobrze mi zrobi.
Wtedy
uśmiechnął się szerzej. Spojrzał w dół, a jego rzęsy rzuciły
cień na policzki. Przeczesał włosy ręką i uniósł powoli głowę,
zatrzymując się, by wbić oczy w Laurę, odczekać kilka długich
setnych sekundy i odezwać się nonszalanckim tonem...
- Lauro, idziesz ze mną?
***
Wieczór
nie był bardzo zimny, ale wietrzny. Sama sukienka na ramiączkach
powodowała, że na rękach Laury pojawiła się gęsia skórka.
Objęła się ramionami, dotykając swojej skóry. Było już dość
ciemno. Nie wiedziała, czy trzęsie się z powodu wiatru, czy
niepewności. Po co chciał razem z nią wyjść? Co to za głupia
gra?
- Weronika to twoja przyjaciółka?
- odezwał się, idąc powoli i trzymając ręce w kieszeniach
spodni.
- Tak, znamy się od początku
gimnazjum. A Igor?
- Mieszkamy w dwóch połówkach
tego samego domu, to taki bliźniak na dwie rodziny. Jest rok
starszy ode mnie, ale znam go praktycznie od dziecka, odkąd
pamiętam. Jest dla mnie jak brat. - Westchnął. - Zimno ci?
- Nie, tylko trochę. -
uśmiechnęła się pod nosem, ale nie mógł tego zobaczyć w
ciemności.
- Gdybym miał bluzę albo
kurtkę, mógłbym ci teraz dać. - Laura powtórzyła jeszcze raz,
że naprawdę nic jej nie jest i zapanowała cisza. Szli w
milczeniu, bardzo powoli; Nikodem szurał nogami po chodniku i
patrzył w ziemię. W pewnym momencie Laura zauważyła kiosk i
zatrzymała się.
- Czemu się zatrzymałaś? -
Nikodem zmrużył oczy i zaśmiał się.
- Chciałeś chyba kupić
papierosy? Mówiłeś do Igora, że idziesz...
- Nie, ja nie palę! - Zaśmiał
się ciepło. - To była tylko wymówka, żeby z tobą wyjść.
Trochę niezręcznie się czułem przez ich zachowanie.
Laura
stała chwilowo osłupiała, nie rozumiejąc nadal intencji chłopaka.
Chciał z nią wyjść na spacer? Dlaczego? Nie odpowiedziała nic,
wpatrując się w jego błyszczące oczy. Zawahał się na moment.
- Hmm... a ty palisz? - Spojrzał
spod uniesionych brwi.
- Nie, nie! - zaprzeczyła
szybko, nie wiedząc, jak powrócić do poprzedniej rozmowy. Zamiast
tego zrobiła krok do przodu, jakby chciała wrócić do marszu i
myśląc, że on zrobi tak samo, ale tak się nie stało. Zrobił
tylko krok w bok i stanął na wprost niej, w odległości piętnastu
centymetrów.
- Czekaj. Może chciałabyś?
- Co takiego? - zdezorientowana,
zrobiła pół kroku do tyłu.
- Zapalić. Ja nigdy tego nie
robiłem, ale mam osiemnaście lat, mogę kupić i spróbujemy.
Po
raz pierwszy tego wieczoru Laura szczerze się roześmiała. Ona też
nigdy nie paliła. Szeroki uśmiech Nikodema przekonywał ją coraz
bardziej, czuła, że zapomina o Weronice i Igorze, siedzących
pewnie nadal w kawiarni. - Okej, do dzieła. - Nikodem pokazał jej
zaciśnięte kciuki, po czym odwrócił się i niepewnie podszedł do
kiosku. Zniżył się lekko, aby sprzedawczyni słyszała jego głos
mimo szumu jadących aut i wydukał prośbę. Laura nie słyszała
odpowiedzi pani z kiosku.
-
Proszę paczkę papierosów. Jakich? Hmm... a jakie pani ma? Eee,
może te pierwsze? A czym się różnią? To raczej te słabsze. I
jeszcze zapałki. Dowód? Jasne.
Wyciągnął
dokument z kieszeni, podał go i odebrał z powrotem. Wyciągnął
pieniądze, wymienił je na paczkę, po czym dumnym krokiem i
ciemnoczerwonymi policzkami podszedł do Laury, śmiejąc się.
- Brawo! Byłeś profesjonalnym
palaczem. - Oboje śmiali się na wpół histerycznie, na wpół z
samych siebie. - Gdzie idziemy?
- Tam dalej jest taki stary plac
zabaw. Jeśli przeskoczymy przez barierkę, to możemy tam iść, bo
prawdziwe wejście jest z drugiej strony i trzeba by pójść ulicą
dalej, a potem skręcić.
Dziewczyna
skinęła głową. Po chwili znaleźli się przed małym, starym
placem zabaw, oświetlonym tylko jedną latarnią, znajdującym się
na skraju parku i osiedla bloków. Przez metalową barierkę najpierw
przeskoczył Nikodem, po czym podał rękę Laurze i ona też, z
trudem, by sukienka nie odsłoniła jej bielizny, pokonała
przeszkodę. Biegiem dopadli do kilkuosobowej huśtawki i usiedli
obok siebie na samym jej środku, po czym chłopak wyjął paczkę
papierosów i zapałki i ułożył je sobie na kolanach. Otworzył
paczkę.
- Okej. Poczęstuj się.
Oboje
wybuchnęli śmiechem, patrząc sobie prosto w oczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz