piątek, 29 sierpnia 2014

II

rozdział II; "Poczęstuj się"
Niewiele się zmieniło. Nie był typowym ładnym chłopcem, ale był przystojny i pewny siebie, z tym swoim charakterystycznym błyskiem w oku i potarganymi ciemnozłotymi włosami. Blada skóra kontrastowała z dopasowanym, ciemnogranatowym t-shirtem w serek. Miał na sobie szare dżinsy i czarne trampki, ale w jego wyglądzie było coś pełnego niezwykłej elegancji, przyciągał wzrok. Nic nie było jednak dla Laury tak ujmujące, jak jego uśmiech. Lewy kącik, unoszący się zawsze trochę bardziej niż prawy, dołeczki w policzkach, zmarszczki wokół oczu pojawiające się pod wpływem uśmiechu.
Igor wstał, żeby przedstawić nowe znajome. Powitał kolegę klepnięciem w ramię, na które Nikodem nie zareagował nawet spojrzeniem w jego stronę. Bez cienia emocji przyglądał się dziewczynom, a konkretniej - Laurze.
Nie widzieli się co najmniej trzy lata, kiedy to poszli do innych szkół i ich znikomy już wtedy kontakt się urwał. Nie pożegnali się wcale, ich relacja była neutralna według niego, a wroga według niej. Ale dziś spojrzeli na siebie zupełnie inaczej. A Laura zmieniła się dla niego szczególnie. Nikodem miał kilka chwil na zapamiętanie pierwszego wrażenia: ciemnoczekoladowe włosy z przedziałkiem na środku, sięgające zaledwie do ramion; blada cera z małymi, drobnymi piegami na nosie i ogromne oczy z szeregiem długich rzęs wokół oraz pięknie zarysowanymi brwiami. Jej usta miały kąciki naturalnie opadające w dół, pełną górną wargę i trójkątny podbródek. Po tak długim czasie pierwszy raz wydała mu się ładna. Pamiętał ją jako dziewczynkę z zadartym nosem i kucykami, zgarbioną i ubraną w różowy dres, a nie w kobiecą, bawełnianą sukienkę w kolorze granatowym.
Mamy dziś towarzyszki. To jest Weronika. – Nikodem podał jej rękę i wymówił swoje imię, po czym lekko niepewnie odwrócił się w stronę Laury. Igor odezwał się po raz drugi. - A to jest... - chwila zawahania. Jasne. Nie pamięta mojego imienia. Laura nie poczuła się nawet zaskoczona, ale jej wewnętrzny system punktowy odjął Igorowi sporą sumę punktów sympatii.
Laura! - Nikodem się uśmiechnął. - Miło cię znowu widzieć. - Uśmiechnęła się, zadowolona jego reakcją.
 - Mi ciebie też. - odwzajemniła uścisk dłoni, patrząc proste w te jasne, błyszczące oczy. Kilka tysięcy myśli przeszło jej w tej chwili przez głowę, ale wszystkie skupiły się na tym radosnym momencie, w którym obiecała sobie nie pamiętać o bliznach na dziecięcym serduszku i niechęci żywionej praktycznie do wczoraj. „Wygląda obłędnie, pamięta mnie i przyznał się do tego. Jest miły, uśmiechnął się. Chyba nie liczą się dla niego tamte wydarzenia... Tylko dla mnie nadal się liczyły”. 
Znacie się już? Super! - Weronika klasnęła w dłonie, dzwoniąc cieniutkimi, złotymi bransoletkami.
***
Talerze po obiecanej szarlotce zabrał kelner, a przy stoliku zapanowała cisza. Skończyły się banalne tematy krążące wokół wymieniania informacji na temat swoich szkół, planów na nadchodzące wakacje i wystroju kawiarni. Była godzina dwudziesta, światła zostały przyciemnione, a muzyka zmieniła charakter. Starsze małżeństwa zastąpiły młode pary, przybywające na randki. Atmosfera uległa zmianie, ale przy stoliku zrobiło się dzięki temu trochę weselej. 
Skoro jest tak przyjemnie, to co powiecie na jakieś spotkanie w kolejnym tygodniu? - Igor oparł łokcie o blat stolika z wyczekującą miną i uśmiechem skierowanym w stronę Weroniki. - Może maraton horrorów w nocy z piątku na sobotę? - pokazał rząd białych zębów i zaśmiał się krótko. 
Chyba żartujesz, nie ma mowy. - Weronika automatycznie zaprzeczyła. - Nienawidzę horrorów. A na dodatek nie wiem, czy chcę się z tobą gdziekolwiek wybierać, bo mi dokuczasz. - Pokazała chłopakowi język, na co on parsknął śmiechem, wziął jej dłoń i zamknął w swoich dwóch, po czym z miną smutnego chłopczyka zaczął ją przepraszać za „dokuczanie”. Weronika uniosła brwi, udając oburzenie, po czym zaśmiała się równocześnie z nim. Laura obserwowała sytuację, jakby oglądała ją w telewizji, a nie była jej uczestniczką. W pewnej chwili poczuła na sobie wzrok Nikodema. Nie miała pojęcia, od jak długiej chwili jej się przyglądał, ale kiedy ich spojrzenia się spotkały, uniósł tylko jeden kącik ust w typowym dla niego uśmiechu, po czym cicho odsunął krzesło i wstał, przerywając rozmowę Igora i Weroniki. Popatrzyli na niego ze zdziwieniem. 
Czemu wstałeś? - Igor popatrzył na przyjaciela ze zdziwieniem. Jego wzrok był prawie karcący, jakby był jego starszym bratem, a nie przyjacielem. 
Idę na papierosa, przy okazji się przewietrzę. Krótki spacer dobrze mi zrobi.
Wtedy uśmiechnął się szerzej. Spojrzał w dół, a jego rzęsy rzuciły cień na policzki. Przeczesał włosy ręką i uniósł powoli głowę, zatrzymując się, by wbić oczy w Laurę, odczekać kilka długich setnych sekundy i odezwać się nonszalanckim tonem... 
Lauro, idziesz ze mną?
***
Wieczór nie był bardzo zimny, ale wietrzny. Sama sukienka na ramiączkach powodowała, że na rękach Laury pojawiła się gęsia skórka. Objęła się ramionami, dotykając swojej skóry. Było już dość ciemno. Nie wiedziała, czy trzęsie się z powodu wiatru, czy niepewności. Po co chciał razem z nią wyjść? Co to za głupia gra?
Weronika to twoja przyjaciółka? - odezwał się, idąc powoli i trzymając ręce w kieszeniach spodni.
Tak, znamy się od początku gimnazjum. A Igor?
- Mieszkamy w dwóch połówkach tego samego domu, to taki bliźniak na dwie rodziny. Jest rok starszy ode mnie, ale znam go praktycznie od dziecka, odkąd pamiętam. Jest dla mnie jak brat. - Westchnął. - Zimno ci?
- Nie, tylko trochę. - uśmiechnęła się pod nosem, ale nie mógł tego zobaczyć w ciemności.
- Gdybym miał bluzę albo kurtkę, mógłbym ci teraz dać. - Laura powtórzyła jeszcze raz, że naprawdę nic jej nie jest i zapanowała cisza. Szli w milczeniu, bardzo powoli; Nikodem szurał nogami po chodniku i patrzył w ziemię. W pewnym momencie Laura zauważyła kiosk i zatrzymała się.
- Czemu się zatrzymałaś? - Nikodem zmrużył oczy i zaśmiał się.
- Chciałeś chyba kupić papierosy? Mówiłeś do Igora, że idziesz...
- Nie, ja nie palę! - Zaśmiał się ciepło. - To była tylko wymówka, żeby z tobą wyjść. Trochę niezręcznie się czułem przez ich zachowanie.
Laura stała chwilowo osłupiała, nie rozumiejąc nadal intencji chłopaka. Chciał z nią wyjść na spacer? Dlaczego? Nie odpowiedziała nic, wpatrując się w jego błyszczące oczy. Zawahał się na moment.
Hmm... a ty palisz? - Spojrzał spod uniesionych brwi.
- Nie, nie! - zaprzeczyła szybko, nie wiedząc, jak powrócić do poprzedniej rozmowy. Zamiast tego zrobiła krok do przodu, jakby chciała wrócić do marszu i myśląc, że on zrobi tak samo, ale tak się nie stało. Zrobił tylko krok w bok i stanął na wprost niej, w odległości piętnastu centymetrów.
- Czekaj. Może chciałabyś?
- Co takiego? - zdezorientowana, zrobiła pół kroku do tyłu.
- Zapalić. Ja nigdy tego nie robiłem, ale mam osiemnaście lat, mogę kupić i spróbujemy.
Po raz pierwszy tego wieczoru Laura szczerze się roześmiała. Ona też nigdy nie paliła. Szeroki uśmiech Nikodema przekonywał ją coraz bardziej, czuła, że zapomina o Weronice i Igorze, siedzących pewnie nadal w kawiarni. - Okej, do dzieła. - Nikodem pokazał jej zaciśnięte kciuki, po czym odwrócił się i niepewnie podszedł do kiosku. Zniżył się lekko, aby sprzedawczyni słyszała jego głos mimo szumu jadących aut i wydukał prośbę. Laura nie słyszała odpowiedzi pani z kiosku.
- Proszę paczkę papierosów. Jakich? Hmm... a jakie pani ma? Eee, może te pierwsze? A czym się różnią? To raczej te słabsze. I jeszcze zapałki. Dowód? Jasne.
Wyciągnął dokument z kieszeni, podał go i odebrał z powrotem. Wyciągnął pieniądze, wymienił je na paczkę, po czym dumnym krokiem i ciemnoczerwonymi policzkami podszedł do Laury, śmiejąc się.
Brawo! Byłeś profesjonalnym palaczem. - Oboje śmiali się na wpół histerycznie, na wpół z samych siebie. - Gdzie idziemy?
Tam dalej jest taki stary plac zabaw. Jeśli przeskoczymy przez barierkę, to możemy tam iść, bo prawdziwe wejście jest z drugiej strony i trzeba by pójść ulicą dalej, a potem skręcić.
Dziewczyna skinęła głową. Po chwili znaleźli się przed małym, starym placem zabaw, oświetlonym tylko jedną latarnią, znajdującym się na skraju parku i osiedla bloków. Przez metalową barierkę najpierw przeskoczył Nikodem, po czym podał rękę Laurze i ona też, z trudem, by sukienka nie odsłoniła jej bielizny, pokonała przeszkodę. Biegiem dopadli do kilkuosobowej huśtawki i usiedli obok siebie na samym jej środku, po czym chłopak wyjął paczkę papierosów i zapałki i ułożył je sobie na kolanach. Otworzył paczkę. 
Okej. Poczęstuj się.

Oboje wybuchnęli śmiechem, patrząc sobie prosto w oczy.

sobota, 2 sierpnia 2014

I

rozdział I; "Bajka zaczęła się od wilka"

Laura zapaliła światło w pustym pokoju. Niskie obcasy botków zastukały o ciemne panele podłogi, a powstały dźwięk odbił się cichym echem od świeżo malowanych, śnieżnobiałych ścian. Zsunęła z ramienia ciężką torebkę i położyła ją w kącie. Usiadła na parapecie, będącym jedynym miejscem do tego przeznaczonym w całej sterylnie pustej przestrzeni. Była świadoma tego, że pilnie potrzebuje mebli, szczególnie, że spała na starej kołdrze rozłożonej w kącie, a zbliżający się za dwa miesiące początek nowego roku szkolnego wymagał przynajmniej małego biurka i krzesła. Ciężko jej było się pożegnać ze sterylnością, w której mieszkała od czasu remontu. Podczas gdy reszta domu obfitowała w setki akcesoriów, pamiątek, dodatków, książek i wszelkiego rodzaju ozdób, całe to zatrzęsienie stanowiło kontrast w stosunku do jej własnej sypialni. Przeglądała już katalogi, szukała w sklepach, dyskontach i antykwariatach, ale nadal nie czuła chęci umeblowania tej pustej przestrzeni, choć tak długo planowała i cieszyła się na zmiany.
Zbiegła po schodach, zauważając, jak podoba jej się cisza pustego domu. Zazwyczaj przynajmniej jeden z rodziców był w domu. Co dzień mijali się, kiedy jedno kończyło pracę, drugie dopiero wychodziło z domu. Jedynie niedziele spędzali razem, nie były to jednak szczególnie wyjątkowe, czy też radosne dni. Laura dopadła do telefonu i wybrała numer z samej góry listy. Po kilku sygnałach odebrała Weronika.
- Tak? - znudzony, pięknie brzmiący głos z lekką chrypką przywitał Laurę.
- Możesz być u mnie za dziesięć minut?
***
- Jakie uroczystości przewidujemy na dzisiejszy wieczór?
- Rozpoczęcie wakacji? - pełen uśmiech na ustach Laury odpowiedział na oryginalne przywitanie przyjaciółki. Kolejne wakacje rozpoczynały w ten sam sposób: wieczorem w uroczej, małej kawiarni w centrum miasta, popijając duże latte i rozmawiając. Weronika była piękną dziewczyną, czego Laura od zawsze jej zazdrościła. Była metrem siedemdziesiąt pięć stylu, wyposażonym w ciało modelki, bardzo wąską talię i seksowny tył, a do tego długie nogi. Lekko pofalowane, czekoladowe włosy opadały miękko na jej ramiona, gdzie końcówki zwijały się w drobne, błyszczące spiralki. Mocno zarysowane kości policzkowe drgały pod wpływem uśmiechu. Laura była przyzwyczajona do tego, jak patrzyli na Weronikę chłopcy czy nawet mężczyźni - miała u nich zawsze specjalne względy, była traktowana wyjątkowo i albo czuła się z tym zupełnie naturalnie, albo nie miała świadomości swojej wyjątkowości i wyjątkowości sposobu, w jaki ją traktowano. Laura była zupełnie inna - od lat budowała w sobie jedynie silniej zakorzenione poczucie bycia drugą, gorszą, zamiast uczyć się pewności siebie od szczęśliwszych.
Gorąca kawa parowała znad wysokiej szklanki z wygrawerowaną nazwą kawiarni.
- Mam kilka pomysłów na pierwszy tydzień. Pojedziemy nad jezioro, opalimy się i popływamy, jeśli tylko będzie ciepło. Jeśli pogoda będzie kiepska, to oglądamy u mnie jakieś dobre filmy, robimy zdrowe jedzenie, pijemy bezalkoholowe drinki przy świecach albo jeździmy do sklepów z meblami i szukamy czegoś dla ciebie. Dawaj, jeśli masz jeszcze jakieś pomysły. - poinformowała Weronika z entuzjazmem godnym tych planów.
- Kino, mrożona kawa i zakupy? - Laura przyglądała się radosnemu wyliczaniu, dorzucając standardowe przyjemności, mając jednak całkowity brak pomysłu na coś naprawdę nowego. Odkąd pamiętała, większość czasu spędzały wyłącznie w swoim towarzystwie, okazyjnie i raczej chwilowo dołączając do tego jedną czy dwie koleżanki - jedynie po to, by uspokoić swoje umysły co do towarzyskiej pozycji zajmowanej w klasie. Wbrew pozorom, to Laurze zależało na niej bardziej.
- Okej. Ładnie dziś wyglądasz, wiesz? - w efekcie Laura spojrzała na swoje granatowe baleriny, zataczające pod stołem kółka, przytaknęła, krótko podziękowała i odpowiedziała podobnym komplementem.
Wokół nich znajdowały się rzędy białych, drewnianych stolików i białych krzeseł, jedynie kilka z nich w różnych miejscach sali miało kolor żółty. Na stołach stały szklane wazony ze słonecznikami. Ściany obito drewnianą boazerią i powieszono na nich czarno-białe zdjęcia w rzeźbionych ramkach. Tuż nad stolikami wisiały małe lampy, rzucając ciepłe światło na każde miejsce z osobna. W pobliżu lady szklana gablotka prezentowała ciasta wyglądające niemal jak dzieła sztuki, w oknach widniały okiennice, a na parapetach roiło się od świec i białych, wiklinowych koszyczków wypełnionych suszonymi kwiatami. Wszędzie roznosił się zapach kawy wymieszany z kwiatowymi perfumami. Wczesnoletni, ciepły wieczór na zewnątrz tworzył niepowtarzalną atmosferę a temperatura była powodem stałego otwarcia drzwi i okien, przez co delikatny wiatr muskał włosy dziewczyn siedzących w czteroosobowym stoliku w kącie.
Czteroosobowym.
Stało się coś, co rzadko Laura uznawała za prawdopodobne, mimo całej urody swojej przyjaciółki. Ze stolika na końcu sali podniósł się chłopak i z lekko drwiącym uśmiechem powędrował prosto do nich, po czym przysiadł się na jedyne żółte krzesło przy ich stoliku. Miał na sobie wąskie spodnie, granatowe conversy i idealnie dopasowaną, białą koszulę z rozpiętym kołnierzykiem i podwiniętymi rękawami, w której wyglądał tak swobodnie i nonszalancko, że dosłownie odebrał Laurze mowę. Dłuższe, odrzucone do tyłu włosy poprawił dłonią w skórzanym, brązowym zegarku. Miał na oko osiemnaście lub dziewiętnaście lat, co oznaczało, że był jedynie rok lub dwa lata starszy.
- Panie już coś zamówiły, czy mogę pomóc? Proponuję klasyczną szarlotkę z lodami na mój koszt.
Weronika jak zwykle podjęła wyzwanie, dopasowując się równie kpiącym uśmiechem i szykując w głowie szereg ciętych ripost, przyglądała się chłopakowi.
- Pewnie, przysiądź się. - oczy błyszczały jej pewnie w równym stopniu, jak Laurze, tyle że z zupełnie innej przyczyny. - Ja proponuję, żebyś nam wyjaśnił, z jakimi znajomymi nas pomyliłeś.
W odpowiedzi chłopak zaśmiał się ciepło i wstał, równocześnie podając Weronice rękę w geście powitania.
Pozwoli pani, że się przedstawię. Igor Nazarewicz, lat dziewiętnaście, niekarany. - specjalnie dłużej przytrzymał rękę Weroniki i dopiero słysząc jej imię, puścił ją i przywitał drugą dziewczynę. - Igor.
Laura.
Ponownie rozsiadł się na krześle i ukradkiem spojrzał na zegarek, po czym z uśmiechem wbił się wzrokiem w Weronikę, nadal nic nie mówiąc. Ta przyjęła pozycję podobną do niego, parodiując jego minę i wywołując szerszy uśmiech na jego twarzy. Laura przyjrzała się nowemu znajomemu. Wyglądał na kogoś z bogatej rodziny, kulturalnego i inteligentnego, a przy tym niezwykle nonszalanckiego. Czuła się odrobinę onieśmielona jego towarzystwem, z drugiej strony jednak z tyłu głowy tliła się w niej jakaś nadzieja, że być może podszedł do ich stolika nie tylko ze względu na urodę jej koleżanki. Kawa była już całkowicie zimna, ale wciąż smakowała dobrze. Trzymając szklankę w ręce i upijając co kilka sekund łyk miała wymówkę od całkowitej ciszy panującej przy stole, która powoli stawała się krępująca, szczególnie dla niej samej.
Mam nadzieję, że równie dobrze przyjmiecie mojego kolegę. 
O, czyli nie przyszedłeś tu na randkę? - Weronika z całą pewnością była coraz bardziej zachwycona sytuacją. Pod stołem kopniak wylądował prosto na kostce Laury, która prawie podskoczyła na krześle. Och, jasne, aluzja odebrana. Zaraz stosunek dziewczyn do chłopaków przy stoliku będzie wynosił dwa do dwóch, co oznacza, że każda może mieć coś dla siebie. Nie do końca, westchnęła Laura. Zainteresowanie obojga i tak spadnie na Weronikę.
Wolę kobiety, zdecydowanie... Okej, o wilku mowa!
O wilku.
Mówią, żeby nie wywoływać wilka z lasu. Albo, że człowiek człowiekowi wilkiem. W tym momencie wchodzący do kawiarni wilk mógł jedynie wywołać w Laurze naturalną chęć ucieczki. Nikodem.
Miała dziesięć lat i czytała łzawe książki, oglądała łzawe filmy i pisała pamiętniki, marząc o księciu z bajki. Mając jedenaście lat, zakochała się w dwunastoletnim Nikodemie Suszczyńskim, mającym rozbrajający uśmiech i naturę rozrabiaki. Być może, takie coś przeżywała połowa dzieciaków w jej wieku, ale raczej nikt nie przywiązywał do swojego odrzucenia takiej wagi, jak ona. On był małym urwisem i potraktował ją bezpośrednio i mało elegancko, a ona, wychowująca się samotnie w otoczeniu książek i wybujałej wyobraźni, rozpaczała, pisząc słabe wierszyki na cześć kolegi.

Niechęć pozostała na zawsze, ale dziś jego widok wywołał zupełnie nowe emocje.