rozdział I; "Bajka zaczęła się od wilka"
Laura zapaliła światło w pustym pokoju. Niskie obcasy botków zastukały o ciemne panele podłogi, a powstały dźwięk odbił się cichym echem od świeżo malowanych, śnieżnobiałych ścian. Zsunęła z ramienia ciężką torebkę i położyła ją w kącie. Usiadła na parapecie, będącym jedynym miejscem do tego przeznaczonym w całej sterylnie pustej przestrzeni. Była świadoma tego, że pilnie potrzebuje mebli, szczególnie, że spała na starej kołdrze rozłożonej w kącie, a zbliżający się za dwa miesiące początek nowego roku szkolnego wymagał przynajmniej małego biurka i krzesła. Ciężko jej było się pożegnać ze sterylnością, w której mieszkała od czasu remontu. Podczas gdy reszta domu obfitowała w setki akcesoriów, pamiątek, dodatków, książek i wszelkiego rodzaju ozdób, całe to zatrzęsienie stanowiło kontrast w stosunku do jej własnej sypialni. Przeglądała już katalogi, szukała w sklepach, dyskontach i antykwariatach, ale nadal nie czuła chęci umeblowania tej pustej przestrzeni, choć tak długo planowała i cieszyła się na zmiany.
Laura zapaliła światło w pustym pokoju. Niskie obcasy botków zastukały o ciemne panele podłogi, a powstały dźwięk odbił się cichym echem od świeżo malowanych, śnieżnobiałych ścian. Zsunęła z ramienia ciężką torebkę i położyła ją w kącie. Usiadła na parapecie, będącym jedynym miejscem do tego przeznaczonym w całej sterylnie pustej przestrzeni. Była świadoma tego, że pilnie potrzebuje mebli, szczególnie, że spała na starej kołdrze rozłożonej w kącie, a zbliżający się za dwa miesiące początek nowego roku szkolnego wymagał przynajmniej małego biurka i krzesła. Ciężko jej było się pożegnać ze sterylnością, w której mieszkała od czasu remontu. Podczas gdy reszta domu obfitowała w setki akcesoriów, pamiątek, dodatków, książek i wszelkiego rodzaju ozdób, całe to zatrzęsienie stanowiło kontrast w stosunku do jej własnej sypialni. Przeglądała już katalogi, szukała w sklepach, dyskontach i antykwariatach, ale nadal nie czuła chęci umeblowania tej pustej przestrzeni, choć tak długo planowała i cieszyła się na zmiany.
Zbiegła
po schodach, zauważając, jak podoba jej się cisza pustego domu.
Zazwyczaj przynajmniej jeden z rodziców był w domu. Co dzień
mijali się, kiedy jedno kończyło pracę, drugie dopiero wychodziło
z domu. Jedynie niedziele spędzali razem, nie były to jednak
szczególnie wyjątkowe, czy też radosne dni. Laura dopadła do
telefonu i wybrała numer z samej góry listy. Po kilku sygnałach
odebrała Weronika.
-
Tak? - znudzony, pięknie brzmiący głos z lekką chrypką przywitał
Laurę.
-
Możesz być u mnie za dziesięć minut?
***
-
Jakie uroczystości przewidujemy na dzisiejszy wieczór?
-
Rozpoczęcie wakacji? - pełen uśmiech na ustach Laury odpowiedział
na oryginalne przywitanie przyjaciółki. Kolejne wakacje
rozpoczynały w ten sam sposób: wieczorem w uroczej, małej kawiarni
w centrum miasta, popijając duże latte i rozmawiając. Weronika
była piękną dziewczyną, czego Laura od zawsze jej zazdrościła.
Była metrem siedemdziesiąt pięć stylu, wyposażonym w ciało
modelki, bardzo wąską talię i seksowny tył, a do tego długie
nogi. Lekko pofalowane, czekoladowe włosy opadały miękko na jej
ramiona, gdzie końcówki zwijały się w drobne, błyszczące
spiralki. Mocno zarysowane kości policzkowe drgały pod wpływem
uśmiechu. Laura była przyzwyczajona do tego, jak patrzyli na
Weronikę chłopcy czy nawet mężczyźni - miała u nich zawsze
specjalne względy, była traktowana wyjątkowo i albo czuła się z
tym zupełnie naturalnie, albo nie miała świadomości swojej
wyjątkowości i wyjątkowości sposobu, w jaki ją traktowano. Laura
była zupełnie inna - od lat budowała w sobie jedynie silniej
zakorzenione poczucie bycia drugą, gorszą, zamiast uczyć się
pewności siebie od szczęśliwszych.
Gorąca
kawa parowała znad wysokiej szklanki z wygrawerowaną nazwą
kawiarni.
-
Mam kilka pomysłów na pierwszy tydzień. Pojedziemy nad jezioro,
opalimy się i popływamy, jeśli tylko będzie ciepło. Jeśli
pogoda będzie kiepska, to oglądamy u mnie jakieś dobre filmy,
robimy zdrowe jedzenie, pijemy bezalkoholowe drinki przy świecach
albo jeździmy do sklepów z meblami i szukamy czegoś dla ciebie.
Dawaj, jeśli masz jeszcze jakieś pomysły. - poinformowała
Weronika z entuzjazmem godnym tych planów.
-
Kino, mrożona kawa i zakupy? - Laura przyglądała się radosnemu
wyliczaniu, dorzucając standardowe przyjemności, mając jednak
całkowity brak pomysłu na coś naprawdę nowego. Odkąd pamiętała,
większość czasu spędzały wyłącznie w swoim towarzystwie,
okazyjnie i raczej chwilowo dołączając do tego jedną czy dwie
koleżanki - jedynie po to, by uspokoić swoje umysły co do
towarzyskiej pozycji zajmowanej w klasie. Wbrew pozorom, to Laurze
zależało na niej bardziej.
-
Okej. Ładnie dziś wyglądasz, wiesz? - w efekcie Laura spojrzała
na swoje granatowe baleriny, zataczające pod stołem kółka,
przytaknęła, krótko podziękowała i odpowiedziała podobnym
komplementem.
Wokół
nich znajdowały się rzędy białych, drewnianych stolików i
białych krzeseł, jedynie kilka z nich w różnych miejscach sali
miało kolor żółty. Na stołach stały szklane wazony ze
słonecznikami. Ściany obito drewnianą boazerią i powieszono na
nich czarno-białe zdjęcia w rzeźbionych ramkach. Tuż nad
stolikami wisiały małe lampy, rzucając ciepłe światło na każde
miejsce z osobna. W pobliżu lady szklana gablotka prezentowała
ciasta wyglądające niemal jak dzieła sztuki, w oknach widniały
okiennice, a na parapetach roiło się od świec i białych,
wiklinowych koszyczków wypełnionych suszonymi kwiatami. Wszędzie
roznosił się zapach kawy wymieszany z kwiatowymi perfumami.
Wczesnoletni, ciepły wieczór na zewnątrz tworzył niepowtarzalną
atmosferę a temperatura była powodem stałego otwarcia drzwi i
okien, przez co delikatny wiatr muskał włosy dziewczyn siedzących
w czteroosobowym stoliku w kącie.
Czteroosobowym.
Stało
się coś, co rzadko Laura uznawała za prawdopodobne, mimo całej
urody swojej przyjaciółki. Ze stolika na końcu sali podniósł się
chłopak i z lekko drwiącym uśmiechem powędrował prosto do nich,
po czym przysiadł się na jedyne żółte krzesło przy ich stoliku.
Miał na sobie wąskie spodnie, granatowe conversy i idealnie
dopasowaną, białą koszulę z rozpiętym kołnierzykiem i
podwiniętymi rękawami, w której wyglądał tak swobodnie i
nonszalancko, że dosłownie odebrał Laurze mowę. Dłuższe,
odrzucone do tyłu włosy poprawił dłonią w skórzanym, brązowym
zegarku. Miał na oko osiemnaście lub dziewiętnaście lat, co
oznaczało, że był jedynie rok lub dwa lata starszy.
-
Panie już coś zamówiły, czy mogę pomóc? Proponuję klasyczną
szarlotkę z lodami na mój koszt.
Weronika
jak zwykle podjęła wyzwanie, dopasowując się równie kpiącym
uśmiechem i szykując w głowie szereg ciętych ripost, przyglądała
się chłopakowi.
-
Pewnie, przysiądź się. - oczy błyszczały jej pewnie w równym
stopniu, jak Laurze, tyle że z zupełnie innej przyczyny. - Ja
proponuję, żebyś nam wyjaśnił, z jakimi znajomymi nas pomyliłeś.
W
odpowiedzi chłopak zaśmiał się ciepło i wstał, równocześnie
podając Weronice rękę w geście powitania.
- Pozwoli pani, że się
przedstawię. Igor Nazarewicz, lat dziewiętnaście, niekarany. -
specjalnie dłużej przytrzymał rękę Weroniki i dopiero słysząc
jej imię, puścił ją i przywitał drugą dziewczynę. - Igor.
- Laura.
Ponownie
rozsiadł się na krześle i ukradkiem spojrzał na zegarek, po czym
z uśmiechem wbił się wzrokiem w Weronikę, nadal nic nie mówiąc.
Ta przyjęła pozycję podobną do niego, parodiując jego minę i
wywołując szerszy uśmiech na jego twarzy. Laura przyjrzała się
nowemu znajomemu. Wyglądał na kogoś z bogatej rodziny,
kulturalnego i inteligentnego, a przy tym niezwykle nonszalanckiego.
Czuła się odrobinę onieśmielona jego towarzystwem, z drugiej
strony jednak z tyłu głowy tliła się w niej jakaś nadzieja, że
być może podszedł do ich stolika nie tylko ze względu na urodę
jej koleżanki. Kawa była już całkowicie zimna, ale wciąż
smakowała dobrze. Trzymając szklankę w ręce i upijając co kilka
sekund łyk miała wymówkę od całkowitej ciszy panującej przy
stole, która powoli stawała się krępująca, szczególnie dla niej
samej.
- Mam nadzieję, że równie
dobrze przyjmiecie mojego kolegę.
- O, czyli nie przyszedłeś tu
na randkę? - Weronika z całą pewnością była coraz bardziej
zachwycona sytuacją. Pod stołem kopniak wylądował prosto na
kostce Laury, która prawie podskoczyła na krześle. Och, jasne,
aluzja odebrana. Zaraz stosunek dziewczyn do chłopaków przy
stoliku będzie wynosił dwa do dwóch, co oznacza, że każda może
mieć coś dla siebie. Nie do końca, westchnęła Laura.
Zainteresowanie obojga i tak spadnie na Weronikę.
- Wolę kobiety, zdecydowanie... Okej, o wilku
mowa!
O
wilku.
Mówią,
żeby nie wywoływać wilka z lasu. Albo, że człowiek człowiekowi
wilkiem. W tym momencie wchodzący do kawiarni wilk mógł jedynie
wywołać w Laurze naturalną chęć ucieczki. Nikodem.
Miała
dziesięć lat i czytała łzawe książki, oglądała łzawe filmy i
pisała pamiętniki, marząc o księciu z bajki. Mając jedenaście
lat, zakochała się w dwunastoletnim Nikodemie Suszczyńskim,
mającym rozbrajający uśmiech i naturę rozrabiaki. Być może,
takie coś przeżywała połowa dzieciaków w jej wieku, ale raczej
nikt nie przywiązywał do swojego odrzucenia takiej wagi, jak ona.
On był małym urwisem i potraktował ją bezpośrednio i mało
elegancko, a ona, wychowująca się samotnie w otoczeniu książek i
wybujałej wyobraźni, rozpaczała, pisząc słabe wierszyki na cześć
kolegi.
Niechęć
pozostała na zawsze, ale dziś jego widok wywołał zupełnie nowe
emocje.
Cudooo <3 Czekam na następny MĘŻU <3
OdpowiedzUsuńokej, ŻONO <3 hahaha
Usuń