sobota, 2 sierpnia 2014

I

rozdział I; "Bajka zaczęła się od wilka"

Laura zapaliła światło w pustym pokoju. Niskie obcasy botków zastukały o ciemne panele podłogi, a powstały dźwięk odbił się cichym echem od świeżo malowanych, śnieżnobiałych ścian. Zsunęła z ramienia ciężką torebkę i położyła ją w kącie. Usiadła na parapecie, będącym jedynym miejscem do tego przeznaczonym w całej sterylnie pustej przestrzeni. Była świadoma tego, że pilnie potrzebuje mebli, szczególnie, że spała na starej kołdrze rozłożonej w kącie, a zbliżający się za dwa miesiące początek nowego roku szkolnego wymagał przynajmniej małego biurka i krzesła. Ciężko jej było się pożegnać ze sterylnością, w której mieszkała od czasu remontu. Podczas gdy reszta domu obfitowała w setki akcesoriów, pamiątek, dodatków, książek i wszelkiego rodzaju ozdób, całe to zatrzęsienie stanowiło kontrast w stosunku do jej własnej sypialni. Przeglądała już katalogi, szukała w sklepach, dyskontach i antykwariatach, ale nadal nie czuła chęci umeblowania tej pustej przestrzeni, choć tak długo planowała i cieszyła się na zmiany.
Zbiegła po schodach, zauważając, jak podoba jej się cisza pustego domu. Zazwyczaj przynajmniej jeden z rodziców był w domu. Co dzień mijali się, kiedy jedno kończyło pracę, drugie dopiero wychodziło z domu. Jedynie niedziele spędzali razem, nie były to jednak szczególnie wyjątkowe, czy też radosne dni. Laura dopadła do telefonu i wybrała numer z samej góry listy. Po kilku sygnałach odebrała Weronika.
- Tak? - znudzony, pięknie brzmiący głos z lekką chrypką przywitał Laurę.
- Możesz być u mnie za dziesięć minut?
***
- Jakie uroczystości przewidujemy na dzisiejszy wieczór?
- Rozpoczęcie wakacji? - pełen uśmiech na ustach Laury odpowiedział na oryginalne przywitanie przyjaciółki. Kolejne wakacje rozpoczynały w ten sam sposób: wieczorem w uroczej, małej kawiarni w centrum miasta, popijając duże latte i rozmawiając. Weronika była piękną dziewczyną, czego Laura od zawsze jej zazdrościła. Była metrem siedemdziesiąt pięć stylu, wyposażonym w ciało modelki, bardzo wąską talię i seksowny tył, a do tego długie nogi. Lekko pofalowane, czekoladowe włosy opadały miękko na jej ramiona, gdzie końcówki zwijały się w drobne, błyszczące spiralki. Mocno zarysowane kości policzkowe drgały pod wpływem uśmiechu. Laura była przyzwyczajona do tego, jak patrzyli na Weronikę chłopcy czy nawet mężczyźni - miała u nich zawsze specjalne względy, była traktowana wyjątkowo i albo czuła się z tym zupełnie naturalnie, albo nie miała świadomości swojej wyjątkowości i wyjątkowości sposobu, w jaki ją traktowano. Laura była zupełnie inna - od lat budowała w sobie jedynie silniej zakorzenione poczucie bycia drugą, gorszą, zamiast uczyć się pewności siebie od szczęśliwszych.
Gorąca kawa parowała znad wysokiej szklanki z wygrawerowaną nazwą kawiarni.
- Mam kilka pomysłów na pierwszy tydzień. Pojedziemy nad jezioro, opalimy się i popływamy, jeśli tylko będzie ciepło. Jeśli pogoda będzie kiepska, to oglądamy u mnie jakieś dobre filmy, robimy zdrowe jedzenie, pijemy bezalkoholowe drinki przy świecach albo jeździmy do sklepów z meblami i szukamy czegoś dla ciebie. Dawaj, jeśli masz jeszcze jakieś pomysły. - poinformowała Weronika z entuzjazmem godnym tych planów.
- Kino, mrożona kawa i zakupy? - Laura przyglądała się radosnemu wyliczaniu, dorzucając standardowe przyjemności, mając jednak całkowity brak pomysłu na coś naprawdę nowego. Odkąd pamiętała, większość czasu spędzały wyłącznie w swoim towarzystwie, okazyjnie i raczej chwilowo dołączając do tego jedną czy dwie koleżanki - jedynie po to, by uspokoić swoje umysły co do towarzyskiej pozycji zajmowanej w klasie. Wbrew pozorom, to Laurze zależało na niej bardziej.
- Okej. Ładnie dziś wyglądasz, wiesz? - w efekcie Laura spojrzała na swoje granatowe baleriny, zataczające pod stołem kółka, przytaknęła, krótko podziękowała i odpowiedziała podobnym komplementem.
Wokół nich znajdowały się rzędy białych, drewnianych stolików i białych krzeseł, jedynie kilka z nich w różnych miejscach sali miało kolor żółty. Na stołach stały szklane wazony ze słonecznikami. Ściany obito drewnianą boazerią i powieszono na nich czarno-białe zdjęcia w rzeźbionych ramkach. Tuż nad stolikami wisiały małe lampy, rzucając ciepłe światło na każde miejsce z osobna. W pobliżu lady szklana gablotka prezentowała ciasta wyglądające niemal jak dzieła sztuki, w oknach widniały okiennice, a na parapetach roiło się od świec i białych, wiklinowych koszyczków wypełnionych suszonymi kwiatami. Wszędzie roznosił się zapach kawy wymieszany z kwiatowymi perfumami. Wczesnoletni, ciepły wieczór na zewnątrz tworzył niepowtarzalną atmosferę a temperatura była powodem stałego otwarcia drzwi i okien, przez co delikatny wiatr muskał włosy dziewczyn siedzących w czteroosobowym stoliku w kącie.
Czteroosobowym.
Stało się coś, co rzadko Laura uznawała za prawdopodobne, mimo całej urody swojej przyjaciółki. Ze stolika na końcu sali podniósł się chłopak i z lekko drwiącym uśmiechem powędrował prosto do nich, po czym przysiadł się na jedyne żółte krzesło przy ich stoliku. Miał na sobie wąskie spodnie, granatowe conversy i idealnie dopasowaną, białą koszulę z rozpiętym kołnierzykiem i podwiniętymi rękawami, w której wyglądał tak swobodnie i nonszalancko, że dosłownie odebrał Laurze mowę. Dłuższe, odrzucone do tyłu włosy poprawił dłonią w skórzanym, brązowym zegarku. Miał na oko osiemnaście lub dziewiętnaście lat, co oznaczało, że był jedynie rok lub dwa lata starszy.
- Panie już coś zamówiły, czy mogę pomóc? Proponuję klasyczną szarlotkę z lodami na mój koszt.
Weronika jak zwykle podjęła wyzwanie, dopasowując się równie kpiącym uśmiechem i szykując w głowie szereg ciętych ripost, przyglądała się chłopakowi.
- Pewnie, przysiądź się. - oczy błyszczały jej pewnie w równym stopniu, jak Laurze, tyle że z zupełnie innej przyczyny. - Ja proponuję, żebyś nam wyjaśnił, z jakimi znajomymi nas pomyliłeś.
W odpowiedzi chłopak zaśmiał się ciepło i wstał, równocześnie podając Weronice rękę w geście powitania.
Pozwoli pani, że się przedstawię. Igor Nazarewicz, lat dziewiętnaście, niekarany. - specjalnie dłużej przytrzymał rękę Weroniki i dopiero słysząc jej imię, puścił ją i przywitał drugą dziewczynę. - Igor.
Laura.
Ponownie rozsiadł się na krześle i ukradkiem spojrzał na zegarek, po czym z uśmiechem wbił się wzrokiem w Weronikę, nadal nic nie mówiąc. Ta przyjęła pozycję podobną do niego, parodiując jego minę i wywołując szerszy uśmiech na jego twarzy. Laura przyjrzała się nowemu znajomemu. Wyglądał na kogoś z bogatej rodziny, kulturalnego i inteligentnego, a przy tym niezwykle nonszalanckiego. Czuła się odrobinę onieśmielona jego towarzystwem, z drugiej strony jednak z tyłu głowy tliła się w niej jakaś nadzieja, że być może podszedł do ich stolika nie tylko ze względu na urodę jej koleżanki. Kawa była już całkowicie zimna, ale wciąż smakowała dobrze. Trzymając szklankę w ręce i upijając co kilka sekund łyk miała wymówkę od całkowitej ciszy panującej przy stole, która powoli stawała się krępująca, szczególnie dla niej samej.
Mam nadzieję, że równie dobrze przyjmiecie mojego kolegę. 
O, czyli nie przyszedłeś tu na randkę? - Weronika z całą pewnością była coraz bardziej zachwycona sytuacją. Pod stołem kopniak wylądował prosto na kostce Laury, która prawie podskoczyła na krześle. Och, jasne, aluzja odebrana. Zaraz stosunek dziewczyn do chłopaków przy stoliku będzie wynosił dwa do dwóch, co oznacza, że każda może mieć coś dla siebie. Nie do końca, westchnęła Laura. Zainteresowanie obojga i tak spadnie na Weronikę.
Wolę kobiety, zdecydowanie... Okej, o wilku mowa!
O wilku.
Mówią, żeby nie wywoływać wilka z lasu. Albo, że człowiek człowiekowi wilkiem. W tym momencie wchodzący do kawiarni wilk mógł jedynie wywołać w Laurze naturalną chęć ucieczki. Nikodem.
Miała dziesięć lat i czytała łzawe książki, oglądała łzawe filmy i pisała pamiętniki, marząc o księciu z bajki. Mając jedenaście lat, zakochała się w dwunastoletnim Nikodemie Suszczyńskim, mającym rozbrajający uśmiech i naturę rozrabiaki. Być może, takie coś przeżywała połowa dzieciaków w jej wieku, ale raczej nikt nie przywiązywał do swojego odrzucenia takiej wagi, jak ona. On był małym urwisem i potraktował ją bezpośrednio i mało elegancko, a ona, wychowująca się samotnie w otoczeniu książek i wybujałej wyobraźni, rozpaczała, pisząc słabe wierszyki na cześć kolegi.

Niechęć pozostała na zawsze, ale dziś jego widok wywołał zupełnie nowe emocje.

2 komentarze: